Jak pozwolić sobie, by było Ci w życiu dobrze?

Drogie Czytelniczki i Czytelnicy,

Dawno mnie tutaj nie było. Przeżywałam dość spory kryzys egzystencjalny. Pomyślicie, że zupełnie zwariowałam, ale dużo się ostatnio zastanawiam nad sensem życia – w ujęciu filozoficznym (a raczej z pogranicza filozofii, psychologii i czegoś jeszcze, trudno powiedzieć czego). Ostatnie dwa lata były w moim życiu wyjątkowe. Realizowałam swoje marzenia, próbowałam się spełniać w działaniach prospołecznych, nawiązałam bardzo wiele dobrych i trwałych relacji z cudownymi ludźmi. Zweryfikowałam swoje poglądy na wiele spraw. Po początkowym zachłyśnięciu się idealizmem przyszło duże zwątpienie. Rozczarowania, kłody rzucane pod nogi, własna nieumiejętność sprostania przeszkodom, nadwrażliwość i wrodzona nieśmiałość – to wszystko mnie mocno zahamowało. Jak już Wam kiedyś pisałam, takie „wyhamowania” są niezwykle ważne i dobre dla człowieka. Dają możliwość spojrzenia na swoje działania z perspektywy, podjęcia ich krytyki i objęcia nowego kursu. W moim przypadku kryzys był o wiele dłuższy niż faza aktywnego działania, ale nie robiłam sobie z tego powodu wyrzutów. Po prostu kryzys być musiał i już. Teraz jestem w takim momencie, gdy zbieram siły na „NOWE”. Wspomniane rozważania nad sensem życia wynikają, rzecz jasna, z doświadczeń minionego kryzysu. Czy znacie to uczucie, gdy Wasze działania, choćby nie wiem jak szlachetne były, choćby nie wiem jakie nawet dobre owoce przynosiły, tracą nagle smak? Jak myślicie – dlaczego? Kiedyś gdzieś przeczytałam, że jeśli mieliście jakieś nawracające wątpliwości przed rozpoczęciem jakiegoś działania, to działanie to od razu skazane jest na porażkę. Myślę, że to prawda. Tak samo jak w przypadku miłości, tak i w przypadku recepty na szczęście w życiu zawodowym, potrzebna jest ABSOLUTNA PEWNOŚĆ. To z tej pewności czerpiemy siłę, gdy napotykamy przeszkody na drodze. Dla każdego z nas ta pewność jest inna i dotyczy czegoś innego. W parze z samodzielnością jest ona gwarancją sukcesu.

No a co z tym sensem życia? Otóż coraz częściej, im jestem starsza, zaczynam skłaniać się ku refleksji, że sensem życia jest wyłącznie zaspokajanie swoich potrzeb i dążenie do przyjemności. Zaskoczeni? Brzmi to wszystko dość płytko, prawda? Nie jest to jednak wyznanie wieloletniej hedonistki, a raczej rzetelna teza poparta latami przeróżnych doświadczeń. Dlaczego? Już wyjaśniam. Życie jest ultrakrótkie. Mgnienie na tle bezmiaru wszechświata. Ludzie przychodzą i odchodzą. Dane jest nam zobaczyć zaledwie niewielką odsłonę tego spektaklu jakim jest istnienie świata. No i co teraz z tą egzystencją czynić? Chcesz być uznawany przez innych za przyzwoitego? Pobożnego? Sprawiedliwego? Godnego szacunku? Pięknego? No, świetnie. Ale jak umrzesz, nikogo to nie będzie obchodziło. Wspominać Cię będzie garść najbliższych osób i to również przez krótki czas.  Jeśli to będą dobre wspomnienia – to cudownie. Jednak Tobie będzie wszystko jedno. Po śmierci nie ma znaczenia to, czy starałeś się wyjść naprzeciw oczekiwaniom innych osób i się im przypodobać. Dlatego uważam, że w życiu najistotniejsze jest to, czy TU I TERAZ JEST CI DOBRZE I CZY JESTEŚ SZCZĘŚLIWY. Proste, prawda? Jednym będzie dawać szczęście tradycyjna rodzina, innym poliamoria, jednym skromne życie, innym luksusowe auto. Czy warto sobie zaprzątać głowę tym, co myślą o nas inni w tej sytuacji? Oczywiście, może nas interesować, co myślą o nas najbliżsi, ale reszta? Co nas obchodzi reszta?!

A zatem, jak to ująć w prosty sposób? Spróbuję tak:

– Chcesz kochać, kochaj.

– Chcesz być kochany, szukaj miłości.

– Jeśli kochasz, to totalnie i całym sobą, pamiętaj jednak, że miłość ma wiele twarzy .

– Chcesz pocałować, pocałuj.

– Chcesz odejść, odejdź (jeśli darzysz szacunkiem tego, od kogo odchodzisz, zrób to delikatnie i mądrze).

– Chcesz jeść, to jedz.

– Chcesz kawy, to ją wypij.

– Chcesz się uczyć, to pytaj.

– Nie chcesz tego robić, to nie rób.

– Chcesz być piękny, bądź sobą (ha, tego się nie spodziewaliście ;-))

– Chcesz być szczęśliwy, to traktuj siebie jako swojego najmądrzejszego doradcę i najlepszego przyjaciela.

I jeszcze jedno – nie owijaj w bawełnę i mów zawsze to, co myślisz.

Dodałabym do tego dwa warunki od siebie – unikaj zachowań autodestrukcyjnych i nie krzywdź innych z rozmysłem. Bo jeśli zachce ci się jeździć po pijaku samochodem, to nie będziesz żadnym uroczym hedonistą, tylko po prostu podłym człowiekiem i potencjalnym mordercą.

Powyższa filozofia życiowa jest prosta. Nie upieram się, by nazywać ją hedonizmem. Można to nazwać zdrowym egoizmem lub po prostu życiem dla siebie. Oczywiście, jeśli czujesz, że kiedyś zmienisz świat na lepsze, zdobędziesz Nobla lub zdetronizujesz Micka Jaggera, to chyba musisz inaczej postępować 😉  Polecam jednak choć trochę przyswoić powyższe zasady, by życie stało się lżejsze, a Ty mniej obciążony rozdźwiękiem między powinnościami, a własnym „chceniem”.

Trzymajcie się, Kochani!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *