Mój talent, moja sprawa.

Od pewnego czasu mam sporo do czynienia z osobami w podeszłym wieku. Nie lubię używać w tym kontekście słowa starość, ponieważ starość to jedynie stan umysłu u osób, które nie czują się młode. Znam wiele osób po sześćdziesiątce, które są młodsze duchem niż niejeden znany mi trzydziestoparolatek. Kiedy zapytasz osobę w wieku 60+ czego najbardziej żałuje, odpowiedź może Cię zaskoczyć. Odpowiedzi na to pytanie są, oczywiście, przeróżne, tak różne jak różni są ludzie. Jednak w większości z nich przewija się jeden wspólny motyw. ŻAŁUJĘ, ŻE NIE ZOSTAŁEM/AM KIMŚ (tu można wstawić wiele – strażakiem, tancerką, nauczycielem, modelką), CHOĆ MIAŁEM/AM KU TEMU PREDYSPOZYCJE. Właśnie. Brzmi znajomo? Przeprowadziwszy wiele rozmów z ludźmi w podeszłym wieku na temat sensu życia, dochodzę coraz częściej do wniosku, że najszczęśliwsze są te osoby, które miały szansę w pełni wykorzystać swoje talenty  i rozwinąć je.

Temat istotności i wręcz naszej osobistej odpowiedzialności za rozwijanie swych talentów pojawia się w trzech bardzo ważnych dla mnie książkach. Pierwsza z nich to „Uchwycić Żywioł” Kena Robinsona, Druga – „Człowiek w poszukiwaniu sensu” Victora E. Frankla, a trzecia to nowa pozycja na rynku „Ikigai” Garcii i Mirallesa. We wszystkich trzech wymienionych książkach, choć nazwano to w każdej inaczej, podkreślona jest istotność rozpoznania własnego talentu i wzięcia odpowiedzialności za jego rozwijanie. Kluczem do osobistego sukcesu jest włożenie energii w podążanie za pasją. Osoby w podeszłym wieku rozumieją, że na ten proces mamy ograniczony czas. W Internecie krążą pocieszające obrazki, które twierdzą, że wiele znanych osób osiągnęło wielkie sukcesy w dość późnym wieku. Z całą pewnością w wielu przypadkach jest to prawda. Jednak obrazki pomijają jeden bardzo ważny element – czyli fakt, iż osiągnięcie sukcesu nie następuje w ciągu jednej doby. Zdziwieni? Sukces to coś, na co ludzie pracują kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat. A od czego zaczynają? Od rozpoznania swojego talentu, pasji, żywiołu czy Ikigai (nazwij to jak chcesz!). Aby osiągnąć sukces musimy poświęcić czas, energię i wysiłek czemuś, co kochamy, na czym nam zależy i co przychodzi nam naturalnie. Oczywiście, nie każde pielęgnowanie talentu musi się zakończyć spektakularnym sukcesem, jednak na pewno kończy się poczuciem szczęścia.

Wielu z nas przechodzi przez życie poświęcając się mało satysfakcjonującej pracy. Pracy, w której nasze naturalne predyspozycje nie są dobrze wykorzystywane. Wynika to po pierwsze z kiepskiego zarządzania ludźmi (tzn. mało jest szefów, którzy potrafią rozpoznać i docenić talent pracownika), a po drugie z faktu, że nosimy w sobie talenty, które kiedyś zostały stłamszone. Zostały zduszone albo przez nas samych albo przez rodziców, albo przez system edukacji. Może uwielbiałaś opowiadać dowcipy, które do łez rozśmieszały inne dzieci, ale dorośli Cię za to ostro karcili? Może lubiłaś grzebać w mechanizmach, rozkręcałaś zabawki, radia, sprzęty domowe, ale usłyszałaś, że to zajęcie dla chłopców? Może pragnęłaś tańczyć, ale ktoś powiedział ci, że jesteś zbyt krągła na tancerkę? Czasami wystarczy dziecku /młodemu człowiekowi jedno zdanie, by jego talent został duszony. Młodzi ludzie często mają niskie poczucie wartości. Ich pewność siebie nie jest ugruntowana, lecz uzależniona od opinii innych. Wyjątkowo silne i odporne jednostki nie będą się zrażać i wbrew wszystkiemu pójdą w stronę swego talentu. Jednak wrażliwcy będą kwestionować samych siebie. Wyobraźcie sobie taką sytuację: Nieśmiały nastolatek, który uwielbia rysować, siedzi w szkolnej stołówce i kreśli sobie coś w swoim szkicowniku. Podchodzi do niego dwóch pseudo – kolegów. Zaglądają do zeszytu i okropnie zazdroszczą mu talentu. W tym wieku zazdrość przejawia się w postaci agresji. Mówią mu: „Beznadziejne rysunki”. A ten nieśmiały, podatny na słowa krytyki młody artysta przeżywa te słowa tak mocno, że przestaje rysować. Ja mam podobną historię, własną, z czasów, gdy nie byłam już nastolatką, lecz miałam  dwadzieścia pięć lat. Zawsze, od małego uwielbiałam tańczyć, był to mój żywioł, miałam do tego talent i własny styl. Z racji okoliczności życiowych, w jakich wzrastałam, nie było mi dane rozwijać tego talentu pod okiem profesjonalisty. Kiedy jednak zaczęłam zarabiać i mogłam sobie sama pomóc, postanowiłam pójść w tę stronę. Niestety, podzieliłam się tym z niewłaściwą osobą. Byłam wtedy słaba i bardzo podatna na wpływy, zwłaszcza tej konkretnej osoby. Usłyszałam, że w tym wieku już profesjonalną tancerką nie zostanę.  Usłyszałam, że koleżanki tej osoby, zawodowe tancerki zaczynały jako małe dzieci, a ja mam przecież ponad 25 lat, więc nic z tego. A to, że tańczyłam codziennie w domu odkąd nauczyłam się chodzić wcale nie ma znaczenia. Osoba ta zniechęciła mnie do tego pomysłu. Zrezygnowałam i po dziś dzień nie mogę odżałować. Teraz mam osiem lat więcej i z tej perspektywy tamta rozmowa wydaje mi się po prostu śmieszna. Gdybym wiedziała to, co teraz wiem, to stanęłabym obok tamtej dwudziestopięcioletniej siebie i szepnęłabym jej do ucha.

„Rozwijanie tego talentu to Twoja odpowiedzialność. Nikt nie może ci mówić, co możesz, a czego nie w tej kwestii. Nawet jeśli nie osiągniesz mistrzostwa, to rozwijaj swój talent. Rób to, zapisz się na zajęcia, poznaj ludzi z tej branży, wejdź to całą sobą”.

To jest również mój przekaz dla Was. W kwestii talentu i pasji słuchajcie przede wszystkim siebie. Jeśli pragniecie coś robić, róbcie to. Jeśli pragniesz być stolarzem, a jesteś nauczycielką – rób te cholerne meble! 🙂  Jeśli nie chcesz porzucać stabilnej pracy, to nie musisz. Pracuj jako nauczycielka, lecz poświęć wolny czas na robienie stołów. Tylko po prostu rób to! Najczęściej jak się da. Naszą odpowiedzialnością, wręcz OBOWIĄZKIEM WOBEC NAS SAMYCH jest dbanie o codzienne pielęgnowanie talentu. Nikt tego za nas nie zrobi. A nic nie boli „na starość” tak jak zmarnowany potencjał. Nie jestem osobą w podeszłym wieku, ale jestem silnie uczulona na sytuację, w której widzę jak ktoś marnuje swój potencjał, np. w niewłaściwej pracy. Jeśli spotkaliście mnie na swojej drodze, to wiecie, że w takiej sytuacji mówię prosto z mostu: „Marnujesz swój talent, który jest TAKI/TAKI/TAKI – zmień to!”.  Zależy mi na tym dlatego, iż wiem jaki to ból. Teraz, kiedy zrozumiałam swój błąd z przeszłości, błąd dwudziestopięcioletniej mnie, rozwijam swoje talenty wbrew wszystkiemu. Kosztem snu, kosztem wygody. Wiem też, że choć należy przyjmować rady doświadczonych profesjonalistów, to na krytykę i malkontenctwo „życzliwych”, choćby byli nam najbliżsi, musimy pozostać głusi. Ilekroć będziesz podawać w wątpliwość sens inwestowania zasobów w rozwijanie talentu/pasji, pomyśl jak blady i nieszczęśliwy byłby świat, gdyby Mozart nie komponował, Steinbeck nie pisał, a Marylin Monroe została kelnerką. Dbajcie o swoje talenty, a Wasze życie będzie miało zawsze sens.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *