– PUK, PUK, TO JA! – CO ZA „JA”? – DEPRESJA…

Wydawało Ci się, że Cię już  nigdy nie dorwie. Wierzyłaś głęboko, że ten ostatni raz był NAPRAWDĘ OSTATNI. Ale ona się tak łatwo nie poddaje. Jest tutaj i trzyma Cię mocno za głowę. Oto ona, depresja. Nie możesz się przez nią ruszyć. Jedzenie, które zawsze lubiłaś – odrażająco cuchnie. Nienawidzisz wszystkiego i wszystkich i jedyne, o czym marzysz, to spędzić tydzień w samotności, pod kołdrą. „Nie patrzcie na mnie, nie mówcie do mnie, dajcie mi spokój” – krzyczy Twoja dusza. Na dodatek, jako perfekcjonistka z natury, robisz sobie wyrzuty:  „Jak mogło do tego dojść? Jak mogłam pozwolić depresji się dopaść? Przecież jestem w drodze na szczyt! Dążyłam sobie radośnie do celu, osiągnęłam pierwsze sukcesy, a tu taka wpadka…  Jak to jest w ogóle możliwe?”

A ja Ci powiem, że wszystko jest możliwe. Jak już nieraz Wam mówiłam – za każdym razem depresja spełnia jakąś funkcję w naszym życiu. Może tym razem każe Ci zwolnic? A może nakazuje Ci się przyjrzeć nowej sytuacji zanim zaczniesz brnąć dalej? A może Twoja intuicja , której jakiś czas temu przestałaś słuchać, w ten sposób próbuje zwrócić Twoją uwagę na jakiś ważny aspekt? A może za tym, że dopadła Cię depresja stoi jakaś myśl, której nie potrafisz zidentyfikować? Taka myśl – toksyczna świnia, która nie daje Ci możliwości cieszenia się tym, co masz?

Wyobraź sobie Kasię, która założyła upragnioną firmę. Odnosi pierwsze sukcesy, ludzie zaczynają ją dostrzegać, mówią o niej. Krąg jej znajomych znacznie się rozszerzył, ma coraz więcej klientów, którzy się do niej zgłaszają. Kasia bardzo dużo pracuje, mało śpi, żyje życiem swojej firmy. Funkcjonuje na wysokich obrotach, upojona narastającymi sukcesami, a potem nagle – BACH – dopada ją depresja. „Dlaczego?” – zastanawia się Kasia, głęboko nieszczęśliwa. „Przecież wszystko jest tak dobrze! Nie mam ku temu powodu.” Ale im głębiej się temu przygląda, im bardziej pozwala sobie na dialog z własnym smutkiem, tym więcej zaczyna sobie uświadamiać. Po pierwsze, zaczyna czuć wielką tęsknotę za rodziną, dla której nie ma teraz czasu. Tęskni za bliskością, intymnością, chwilami wolności od pracy, które zawsze spędzała z bliskimi, a teraz prawie się to nie zdarza. Po drugie, któregoś razu, gdy zastanawia się, dlaczego tak ambitnie i z uporem brnie do celu, zdaje sobie sprawę z myśli, która jej towarzyszy cały czas. Jest to myśl, która zakorzeniła się w jej głowie już w dzieciństwie, z powodu braku wsparcia emocjonalnego ze strony ojca. Myśl brzmi przerażająco: „Kasiu, nigdy nie będziesz wystarczająco dobra i kompetentna”. Kasia zdaje sobie nagle sprawę, że całe swoje życie próbuje udowodnić mitycznym „innym” (czyli tak naprawdę sobie), że jest najlepsza i najbardziej kompetentna pod słońcem. Druga myśl, z której Kasia zdaje sobie sprawę przy okazji nieprzyjemnej wymiany zdań z koleżanką krytykującą jej pomysł na biznes, brzmi tak: „Wszyscy muszą mnie lubić i akceptować, w przeciwnym razie MÓJ ŚWIAT SIĘ ZAWALI”.

Brzmi znajomo, prawda? Kiedy już, podobnie jak Kasia, uświadomisz sobie te myśli, które zżerają Cię od środka, będzie Ci strasznie smutno. Ale jak już to przetrawisz, zrobi Ci się lepiej.  Zanim jednak Ci się poprawi, możesz spróbować sobie pomóc. Jakie więc konkretne rzeczy możesz zrobić, gdy depresja Cię dopadła? Na pierwszy rzut oka nie masz jakiegoś wielkiego pola manewru. W depresji nie myślisz racjonalnie. Nie podejmujesz zdrowych decyzji. Nie myślisz o sobie dobrze. Nie myślisz dobrze o świecie.  Wszystko dookoła śmierdzi, a jedzenie smakuje jak drewno albo  coś dużo gorszego. Najlepiej pozwolić sobie na to, by na chwilę zwolnić tempo. Przyjrzeć się sprawom, o których pisałam powyżej. Nie bać się tego. Ważne jest jednak, aby się do końca nie zatracić. Spróbuj więc, jeśli masz siłę, wyznaczyć sobie ramy czasowe.  Wymyśl sobie punkt krytyczny, limit czasowy. Załóż np. tak: „Do końca roku pozwolę sobie na smutek i stanie w miejscu, lecz od nowego roku, jeśli nic się nie zmieni,  podejmę konkretne kroki, by z tego wyjść”. Zapisz sobie w chwili trzeźwego osądu, jakie to mogą być kroki. Rozmowa z mężem/mamą/przyjaciółką/siostrą? Wizyta u psychologa/psychiatry?  Zmiana diety, rozpoczęcie treningów? A może ograniczenie liczby obowiązków? Spróbuj w tym wszystkim odnaleźć siebie, zadając sobie pytanie: „Czy ja rzeczywiście tego chcę DLA SIEBIE?”. „Czy te wszystkie rzeczy, które robię są NAPRAWDĘ POTRZEBNE?”. Może samą Ciebie zaskoczy fakt, że są rzeczy, z których nie będziesz bała się zrezygnować. Zaufaj swojemu doświadczeniu i intuicji.

Miej też z tyłu głowy świadomość, że każdy, nawet najgorszy kryzys kiedyś mija. Musisz to przetrwać. Przezimować, przespać, przejeść czekoladą – sama zdecyduj. Jeśli są rzeczy, które mimo stanu depresyjnego sprawiają Ci przyjemność (nawet znikomą), to je rób. Dla mnie czymś takim jest jazda samochodem. W aucie czuję, że jestem panią własnego losu. Jazda samochodem przypomina mi, że potrafię podejmować decyzje i potrafię skutecznie działać. Najlepsze czynności  to te, które pozwalają nam przejąć ster, odzyskać poczucie kontroli. Nawet w obliczu depresji, musisz w pewnym momencie przejąć kontrolę nad tym stanem. To bardzo trudne, wiem. Wymaga wzięcia na siebie odpowiedzialności za proces wyjścia z kryzysu. To wymaga podjęcia „męskiej” decyzji o tym, że nie chcesz już być w depresji. Decyzji o tym, że chcesz być mocna, silna, szczęśliwa. To musi stać się Twoim celem, aby wyjście z kryzysu się udało. Jeśli chodzi o te toksyczne myśli, które telepią się w naszych głowach, psując nam radość z tego, co robimy, to z nimi trzeba się twardo rozprawić. Nie możemy przez całe życie rozpaczać nad tym, że rodzice czy inni bliscy nas nie wspierali. Jako dorośli mamy ten przywilej, że jesteśmy samowystarczalni. To my sami możemy stać się dla siebie takimi rodzicami. Samo sobie możemy pomóc – tylko musimy w to uwierzyć. Musimy też zrozumieć, że tej przeszłości nikt już nie naprawi i jedyne, co możemy, to stworzyć sobie dobrą przyszłość, własnoręcznie.

A jeśli, podobnie jak Kasia, szukasz akceptacji u KAŻDEGO, to niestety żyjesz w jakiejś bajce. Każdy człowiek musi pogodzić się z tym, że jedni będą go lubić, inni nie, a jeszcze innym będzie zupełnie obojętny. Dlatego trzeba robić swoje i cieszyć się tym, co mamy, nie próbując za wszelką cenę zadowolić wszystkich dookoła. Życie jest zbyt krótkie, by podejmować taki nieludzki, syzyfowy wysiłek. Chyba lepiej po prostu żyć dla siebie i dla tych, którzy są nam najbliżsi. Świat się nie zawali, jeśli koleżanka X Cię skrytykuje, a pani  Y nie będzie Cię lubić. To nic nie szkodzi. Ważni są ci, którzy odwzajemniają Twoje uczucia i dla nich warto robić to, co robisz. Dla nich warto wyjść z każdego kryzysu. Na końcu każdego kryzysu ktoś na Ciebie czeka. Nawet jeśli jesteś to po prostu Ty, która po przejściu kryzysu będzie inna, lepsza i mądrzejsza. Jedna  z czytelniczek jakiś czas temu zapytała mnie: „A co jeśli ja od zawsze, bez przerwy jestem depresyjna i nie widać końca?”. Ja na to mówię tak: Każdy z nas jest inny, każdy ma inne usposobienie. Czasami ktoś myśli o sobie jako o osobie depresyjnej, a jest po prostu introwertykiem o melancholijnym usposobieniu 🙂  Różnie można to widzieć. A tak poważnie, to po pierwsze , w przypadku ciężkiej i/lub przewlekłej depresji konieczny jest kontakt z psychiatrą. Po drugie – uważam, że jeśli od zawsze jesteś osobą  głęboko wpatrzoną we własne emocje (bo depresja do tego skłania), to może dzięki temu kiedyś komuś pomożesz, bo dobrze rozumiesz, jak czuje się ktoś głęboko smutny? Może nadejdzie taki moment, że okaże się, że było warto przeżyć te wszystkie stany depresyjne, bo dzięki temu uda Ci się pomóc komuś innemu? Zawsze warto spojrzeć z szerszej perspektywy.  Sens można odnaleźć zawsze i w każdej sytuacji. Czasami tylko potrzeba kogoś, kto spojrzy z zewnątrz. Dlatego nie bójmy się kryzysów i nie bójmy się wychodzić z nich z czyjąś pomocą.

Życzę Wam spokojnego końca roku i nowej energii od stycznia! 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *